❄️ Wreszcie mnie przywiało. Obecnie jestem mniej rozumny o jakieś 80% i cięższy o około 20 kilo, ale nie szkodzi. W gruncie rzeczy- mam wrażenie, że ów stan, mimo makabrycznej otoczki, należy raczej do tych korzystnych. Mógłbym nawet rzec, że prawie zdołałem odespać te kilka miesięcy i tak nieczęstego wstawania do szkoły.
❄️ W normalnych okolicznościach dodałbym, że święta właśnie dobiegają końca, ale... to by się właściwie minęło z prawdą, a przynajmniej w moim przypadku. Tak się składa, że jestem tym szczęściarzem, który póki co nie otrzymał żadnego świątecznego podarku, nie licząc świątecznej premii w pracy. No właśnie, w temacie tego pieniężnego bonusu- wcześniej nie zdążyłem niczego sobie za to sprawić, więc planuję sumiennie nadrobić zaległości w poniedziałek, gdy wreszcie świat zaszczyci mnie istnieniem czynnych sklepów.
❄️ Nie ma to jak rozpusta z tragicznymi skutkami w najbliższej przyszłości... Chyba każdy miał styczność z czymś podobnym i każdy zdaje sobie sprawę z tego, jakie katusze przeżywa później portfel. Sam jestem doświadczony tym zjawiskiem aż nazbyt, więc w tym roku postanowiłem zmontować sobie listę świątecznych wydatków na mnie samego, obejmującą jedynie rzeczy praktyczne, których rzeczywiście potrzebuję. Uznałem, że ją sobie tutaj nawet zamieszczę, by później móc wrócić do tego wpisu i zapłakać nad tym, że zapewne niczego nie udało mi się zakupić i rozrzuciłem wszystko na niepotrzebne klamoty.
