✴ Wygląda na to, że tym razem sen zimowy naprawdę mnie zmógł, bo mimo tego, że jestem dość wytrwałą kreaturą- woń siedemnastego roku tego tysiąclecia poczułem dopiero teraz, po tygodniu od jej rzeczywistego pojawienia się w powietrzu. Ciężko stwierdzić, czy wyszło tak z racji tragizmu tego całego dwa tysiące szesnastego, czy może ostatnich wydarzeń, czy w ogóle może tylko przez moje własne niedbalstwo. Właściwie mniejsza z tym, bo przyszedłem tu, by uporządkować sprawy związane z nadejściem Nowego Roku i domknięciem tego, co dobiegło końca dokładnie dziewięć dni temu.
✴ Na wstępie chciałbym uprzedzić wszystkich zainteresowanych, że ubiegły rok był dla mnie okresem przepełnionym milionem absurdalnych zwrotów akcji, dlatego dalsze czytanie tego wpisu może wprawić Was w pewien dyskomfort. Sam czuję się trochę skołowany, gdy usiłuję odtworzyć w pamięci poprzednie miesiące i jakoś logicznie upiąć je w jedną, spójną opowieść. Już na wstępie wtrącę, że te podsumowanie nie będzie historią pełną metafizyki i odkryć na poziomie duchowym, bo... w gruncie rzeczy 2016 rok nie dał mi zbyt wielu chwil, by przystanąć i westchnąć sobie nad stertą melancholijnych rozważań o tym i tamtym. Minione dwanaście miesięcy to dla mnie raczej szybki zjazd na koślawych sankach z bardzo stromej górki, oczywiście wprost na ruchliwą autostradę.
