11 sie 2021

Zawiesiłem Księżyc w moim ogrodzie. Wrócił na niebo i czuję, że jest teraz mój bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I ja jestem jego. Pijemy razem czereśniowy kompot. Jesteśmy razem bezpieczni. Nigdy więcej nie będę sam w ogrodzie. Ja i Księżyc zawsze należeliśmy do siebie wzajemnie- choć może przynależność nie jest właściwym określeniem tej relacji. Chodzi o to, że jesteśmy razem dla siebie. To wszystko. 

Jestem szczęśliwy. 

11 sty 2019

s e r e n d i p i t y - 2 0 1 9


 
       

 ◽️   Znowu ten sam ja, powtórnie w tym samym miejscu i oczywiście jednakowo w tym celu, co zawsze, co roku. Powiedziałbym nawet, że nic nie uległo zmianie w ciągu minionego sezonu, ale skłamałbym. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby po prostu przyznanie, że niekoniecznie-inny-ja siedzę w odrobinę innym miejscu i nic więcej. Poważnie. Modyfikacji uległo chyba tylko pole widzenia, ponieważ my się w rzeczywistości nie zmieniamy i nie jesteśmy innymi ludźmi. Jesteśmy ci sami, tylko po modyfikacji kolekcji doświadczeń. 
 ◽️   Zanim zacznę zagłębiać się w szczegóły - wspomnę pokrótce o latach poprzednich, tak dla zachowania prawidłowego cyklu i kształtu wpisów z konkretnie tej serii. Jeśli chodzi o rok 2015, to z aktualnej perspektywy... mogę powiedzieć o nim tyle, że był zmarnowany, żałośnie dłużący się i maksymalnie rozlazły ze względu na moje własne lenistwo. Przedtem naturalnie twierdziłem inaczej, ale to bzdura. Kolejna ofiara, 2016, również nie przejdzie do historii  z orderem jakości, uśmiechu, czy jakimkolwiek innym wyróżnieniem - ona po prostu dała mi się calutka przegapić przez to, jak szybciutko popędziła przed siebie. W roku 2017 głównie się leczyłem, duchowo. Wiecie, lizałem rany i siedziałem wlepiony w okno, co teoretycznie miało mi pomóc w poskładaniu myśli, które i tak nie nadawały się do sklejania ani nawet do tak namiętnego przeglądania po czasie.
◽️   Dobrze, teraz zajmiemy się naszym prawdziwym gwoździem
do trumny programu, gwiazdą wieczoru - niedawno pogrzebanym zlepkiem 12 miesięcy. Myślę, że... idealny tytuł dla tego rozdziału, to "rok strzałów, konkretów, samodzielności, wartościowania aspektów życia i bycia bardzo fizycznym".
◽️   Jeżeli szukacie duchowej przygody, to od razu uprzedzam, że najpewniej jej tutaj nie znajdziecie, ale przynajmniej będziecie mogli trochę poczytać sobie o przyziemnych perypetiach kogoś, kto uczy się bycia ludzkim, ale nie uczy się przy tym na błędach. To znaczy - bycie cywilizowanym i te sprawy. To będzie najbardziej zmaterializowany, zakrapiany potem i doprawiony pochopnymi decyzjami wpis w dziejach bieżącego milenium. Gorzej być nie może. No chyba, że dodamy tutaj wątek irracjonalnego strachu przed czymś w rodzaju niemożności przetrwania (tak, dodamy to).

8 sty 2018

r e p l a y - 2 0 1 8






✨   Właściwie chciałbym w jakikolwiek sposób usprawiedliwić własną nieobecność, ale logiczna wymówka nie istnieje, a nie wypada tak zwalać wszystkiego na zimowy letarg. Tak jakoś wyszło, że przepuściłem cały ten czas między palcami i dopiero teraz sobie bezceremonialnie wróciłem. Sam nie wiem, to jak takie używanie respiratora w nieskończoność, ale nie szkodzi. Dobrze wiem o tym, że wizja pastwienia się teraz nad moim niedbalstwem jawi się jako coś niezwykle nęcącego, jednak zostawię to sobie na kolejny raz.
✨   Dwa tysiące siedemnasty wiosna-lato-jesień-zima minął w mgnieniu oka i został natychmiastowo wyparty przez dopiero wylęgający się dwa tysiące osiemnasty cykl. Czy to nie niepokojące? Zawsze miewałem szczerze mieszane uczucia w temacie ósemek, dlatego Nowy Rok wywołuje u mnie przede wszystkim bliżej niezidentyfikowany respekt. Ciarki przechodzą mnie na samą myśl o tym, co spotka mnie takiego ósmego sierpnia o ósmej osiem, przyrzekam. To może być coś naprawdę interesującego, dlatego ostatecznie przestałem kurczowo trzymać się przeszłości i pozwoliłem sobie na podryfowanie w siną, nieznaną dal. W każdym razie- zanim tak sobie odpłynę na dobre- zapraszam do wspólnego obejrzenia się za siebie. To będzie naprawdę nieciekawe.
✨   O ile pra-poprzednie 366 dni (te z szesnastką na końcu daty) zapisało się na kartach mojej osobistej historii jako "czas dynamiczny, bez momentu wytchnienia i bez ani krzty przestrzeni dla rozwoju wnętrza głowy", tak zeszłe 365 nazwałbym raczej "okresem leczenia ducha i uzdrawiania temperamentu". Możecie mi wierzyć lub nie, ale czuję się tak, jakbym dopiero co wyczołgał się z jakiejś obskurnej speluny po serii wyjątkowo intensywnych egzorcyzmów, przeprowadzonych przez kapłana-amatora. Jeśli naprawdę miły głos w Waszych głowach ciągle sugeruje Wam subtelnie, by pozostać ze mną do końca- uprzedzam, że będzie to nieco skomplikowane. 

15 kwi 2017

i n t e n s e




🍃   Zero systematyczności i konsekwencji w tym co robię, czyli tak naprawdę nic nowego. Naprawdę powinienem bardziej szanować ludzi, którzy wiecznie angażują się w swoją pracę i sprawnie zarządzają prywatnym czasem. Moja personalna istota czynu budzi się we mnie raz na... na jakieś milenium, dlatego jeśli uda mi się doprowadzić ten wpis do końca- będę celebrował ten niebywały moment z całych sił. To nie jest żaden żart.

9 sty 2017

h i g h l i g h t - 2 0 1 7

✴   Wygląda na to, że tym razem sen zimowy naprawdę mnie zmógł, bo mimo tego, że jestem dość wytrwałą kreaturą- woń siedemnastego roku tego tysiąclecia poczułem dopiero teraz, po tygodniu od jej rzeczywistego pojawienia się w powietrzu. Ciężko stwierdzić, czy wyszło tak z racji tragizmu tego całego dwa tysiące szesnastego, czy może ostatnich wydarzeń, czy w ogóle może tylko przez moje własne niedbalstwo. Właściwie mniejsza z tym, bo przyszedłem tu, by uporządkować sprawy związane z nadejściem Nowego Roku i domknięciem tego, co dobiegło końca dokładnie dziewięć dni temu.
✴   Na wstępie chciałbym uprzedzić wszystkich zainteresowanych, że ubiegły rok był dla mnie okresem przepełnionym milionem absurdalnych zwrotów akcji, dlatego dalsze czytanie tego wpisu może wprawić Was w pewien dyskomfort. Sam czuję się trochę skołowany, gdy usiłuję odtworzyć w pamięci poprzednie miesiące i jakoś logicznie upiąć je w jedną, spójną opowieść. Już na wstępie wtrącę, że te podsumowanie nie będzie historią pełną metafizyki i odkryć na poziomie duchowym, bo... w gruncie rzeczy 2016 rok nie dał mi zbyt wielu chwil, by przystanąć i westchnąć sobie nad stertą melancholijnych rozważań o tym i tamtym. Minione dwanaście miesięcy to dla mnie raczej szybki zjazd na koślawych sankach z bardzo stromej górki, oczywiście wprost na ruchliwą autostradę.

30 sie 2016

e s s e n c e - rzecz o byciu



   Nie planowałem robienia tego w takim wymiarze, ale potrzebuję podsumowania ostatnich chwil właśnie w tym miejscu. Ta sytuacja dodatkowo sprawia, że mój poprzedni zamiar utrzymywania tego bloga w mało prywatnym klimacie odchodzi w cień. Nie mogę pisać jedynie o wybiórczych wydarzeniach z życia, czy jedynie o własnych zainteresowaniach. Lubię być choć nieco bardziej uzewnętrzniony, szczególnie w przypadku, gdy nie mówię do nikogo konkretnego. To bardzo dobre, ponieważ każde z moich słów może doczekać się odpowiedzi od kogoś odległego (a jednocześnie wcale nie musi do tego dojść).
Nazwijmy to "niezobowiązującą rozmową"

20 lip 2016

f l i g h t


🌙   Jestem. Naprawdę udało mi się dotrzymać słowa i wrócić tutaj szybciej niż za jakieś pół roku. Sam jestem tym zaskoczony, bo nawet jeśli naprawdę nie brakuje mi chęci do samego pisania, to zwykle nie jestem w stanie sklecić nawet jednego, marnego zdania z braku energii, czy czegoś na jej kształt. Zupełnie tak, jakby coś stało mi się jakiś czas temu i skutecznie odwodziło mnie od składania jakichkolwiek liter. Mimowolnie się temu poddawałem, ale dziś czuję, że jest dużo lepiej.