2 sty 2016

f a r e w e l l - a n d - 2 0 1 6




✴  Tym razem wracam dosyć szybko i w porę. Sam jestem zaskoczony tym jakże nieprawdopodobnym wydarzeniem, bo przecież punktualność nigdy nie była moją mocną stroną... ale to chyba lepiej, jeśli wreszcie się nią stanie. Spróbuję utrzymać taki stan rzeczy. Zresztą, to teraz mało istotne, bo nie pojawiłem się tutaj, by rozprawiać nad zjawiskiem systematyczności w moim wykonaniu.
✴  Mamy pierwszy dzień roku dwutysięcznego szesnastego (a właściwie noc, czyli w sumie już drugą dobę 2016-go, bo północ minęła już jakiś czas temu) więc wypadałoby zmontować jakieś podsumowanie tego, co skończyło się wraz z ostatnim dniem grudnia. Właściwie nie mam doświadczenia w sporządzaniu tego typu rzeczy, także całość wyjdzie zapewne dość chaotycznie, ale... nic straconego, kiedyś musi być ten pierwszy raz. No nic, teraz przejdę do rzeczy. 


sztuczne ognie



P o d s u m o w a n i e   2 0 1 5 - g o   r o k u 

              


    s t y c z e ń
Pierwszy miesiąc poprzedniego roku przyniósł mi głownie duże zamieszanie w sferze mojego życia towarzyskiego. Jednocześnie traciłem kontakt z osobą, z którą wcześniej bardzo dobrze mi się rozmawiało i zagłębiałem się w relację z kimś, kogo poznałem lata temu (lecz wtedy, w przeszłości, nasze drogi się rozeszły i przez długi okres nie dostawaliśmy od siebie żadnych znaków życia). Cóż, wtedy też otrzymałem ostatni list od tej pierwszej z wymienionych osób, a wraz z nim- koszulkę z wizerunkiem Leonarda DiCaprio, do której żywiłem ogromny sentyment (mimo faktu, iż w zasadzie nie przepadam aż tak za Leosiem). 

    l u t y
Czas wyjątkowo chaotyczny, pełen wzlotów i upadków. W lutym udało mi się zdobyć swoje pierwsze pieniądze ze sprzedaży internetowej (była to w sumie skromna suma, ale liczy się). Poza tym, dowiedziałem się wtedy, jak nieprzyjemnym doświadczeniem może być eksmisja w trybie natychmiastowym, która zakończyła się dla mnie kilkudniowym pobytem u człowieka, którego nigdy nie podejrzewałbym o to, że zechce udzielić mi pomocy w razie potrzeby. Cóż jeszcze... a, tak- zacząłem regularnie pisać z L., który później znacznie wpłynął na moją osobę. 

    m a r z e c

Ów pora przyniosła ze sobą cieplejsze, wiosenne dni, a także nowe problemy zdrowotne, z którymi borykałem się dość długo i w nieprzyjemnej atmosferze. Ostatecznie wyszedłem obronną ręką ze złego stanu i chwilowo natchniony- wziąłem się za poprawę własnej kondycji. Jakiś czas dbałem o regularne ćwiczenia, ale niestety ostatecznie nie wytrwałem w tym nawet do końca wiosny. Obecnie czuję, że była to jedna z moich największych porażek tamtego roku, bo niczego nie nauczyły mnie własne błędy.

    k w i e c i e ń

Mniej-więcej wtedy dopadły mnie problemy związane z moimi kompleksami, o których jednak nie będę się rozpisywał. Cała ta beznadzieja pchnęła mnie do zamknięcia poprzedniego bloga, którego prowadziłem przez całe dwa lata. Jeśli miałbym jakoś precyzyjnie określić kwiecień, to... chyba napisałbym samo słowa "kryzys wewnętrzny" i na tym zakończył swój wywód. Chyba nawet teraz tak postąpię.

    m a j

Ciepłe dni zagościły na dobre w mojej rzeczywistości. Odrobinę oprzytomniałem i otrząsnąłem się z wcześniejszego stanu zwątpienia w siebie samego. Dodatkowo, przytrafił mi się drobny zastrzyk gotówki, który pociągnął za sobą kupno nowego telefonu (poprzedni uległ zniszczeniu i musiałem żyć bez tego narzędzia niemalże pół roku) co z kolei zaowocowało rozwojem mojego zamiłowania do fotografii. Oczywiście nie mam na myśli żadnych profesjonalnych przygód profesjonalnego mnie z profesjonalnym aparatem, a jedynie... coraz częstsze dokumentowanie zjawisk, wydarzeń, mnie samego i tak dalej, dla własnej satysfakcji. 

    c z e r w i e c

Upały, upały i jeszcze raz upały... Pora wielkiego zmęczenia tym, co dzieje się w liceach, gdy zbliża się koniec roku szkolnego i jednocześnie czas radości z racji tego oto chaosu. Myślę, że właśnie wtedy wróciło do mnie wszechobecne zniechęcenie i przypełzły kolejne komplikacje zdrowotne.

    l i p i e c   &   s i e r p i e ń 

Mogę śmiało rzec, że był to dla mnie bardzo refleksyjny czas, gdyż doszedłem do wielu nowych konkluzji w temacie tego, jaką istotą chcę być naprawdę. Dokonałem kilku istotnych wyborów i zamknąłem pewien rozdział w życiu. Zostawiłem w tyle sporą ilość ograniczeń i zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, czy może nie byłoby dobrze, gdybym wrócił do swych dawnych pasji, z których wcześniej zrezygnowałem pod wpływem oddziaływania "przyczyn wyższych".
Niestety, mimo ogólnego, pozytywnego wpływu wakacyjnych dni na mój stan- zdarzyło mi się wtedy też kilka porażek. Głównym niepowodzeniem jest tutaj na pewno to, że nie zdołałem zjawić się na Animatsuri, czyli warszawskim konwencie, który był dla mnie... swego rodzaju "wakacyjną tradycją".

    w r z e s i e ń

Początek roku szkolnego, który oznaczał dla mnie przy okazji początek zmagań z tym, co społeczeństwo ochrzciło mianem "programu klasy maturalnej". Dodatkowo- wrzesień okazał się zapoczątkowaniem mojej skromnej (póki co) działalności na tym blogu. Ach, powinienem jeszcze napisać kilka słów o swoim mocnym postanowieniu zaprzestania unikania integracji z innymi ludźmi, co wyszło mi... no nie do końca, ale z pewnością zrobiłem jakieś postępy i już nie jestem aż tak wyalienowany.

    p a ź d z i e r n i k 

Dalsza część prób kulturalnego integrowania się z innymi jednostkami i czas wielkich porządków w sferze moich "internetowych miejsc". Innymi słowy- odświeżyłem swoje profile na kilku portalach, zająłem się odnawianiem licznych znajomości, które zawarłem w przeszłości i które mocno zaniedbałem. W październiku udało mi się także podjąć kilka kluczowych decyzji w sprawie tego, jaki chcę obrać kierunek w temacie inwazyjnych zmian dotychczasowego sposobu funkcjonowania.

    l i s t o p a d

Późna jesień przyciągnęła ze sobą wielką tragedię dla tej części mnie, która uzależniona jest od słuchania muzyki i odkrywania nowych wykonawców. Co dokładnie się stało? Straciłem cały zapis historii przesłuchanych utworów z ostatnich trzech lat i wraz z tym- dużą część cennych danych. Do dziś bardzo doskwiera mi ta strata, ale cóż...

    g r u d z i e ń

Dobiłem do końca i muszę przyznać, że w grudniu nie zrobiłem ze swoim życiem kompletnie niczego. Muszę przyznać się też do tego, iż większości postanowień z roku 2015-go nie dostąpiło przywileju realizacji, a więc nie mogę być z siebie dumny.

           



P O D S U M O W A N I E

Dałem ciała na całej linii. Minione dwanaście miesięcy na pewno nie było do końca straconym czasem, ale także nie wiązało się dla mnie z żadnym spektakularnym sukcesem. Do pozytywnych stron mógłbym na pewno zaliczyć fakt, iż zdołałem dojrzeć do paru poważnych decyzji i zrozumiałem kilka rzeczy, których wcześniej nie byłem w stanie pojąć. Zyskałem zdolność oceniania świata w sposób choć trochę bardziej obiektywny niż dotychczas (co nie zmienia faktu, iż nadal potrafię być mocno subiektywny i właściwie jestem z tego zadowolony). Jeśli mowa o negatywnych aspektach tego czasu- nie postawiłem nawet kroku w stronę rozwoju kulturalnego, czyli najzwyczajniej w świecie mało czytałem, mało oglądałem i mało tworzyłem.

   

  No nic, to by było na tyle z tego całego "rachunku sumienia". Obecnie mam dość mieszane uczucia względem tego wszystkiego, ale to nie znaczy, że runę teraz na posadzkę i będę sobie na niej zalegał krzyżem aż mnie ktoś sprzątnie i zakopie. Czas leci nieubłaganie, a więc jest i Nowy Rok, który przeminie nim się obejrzymy. Wszechistnienie trwa niestrudzenie w ciągłym ruchu, a my nie powinniśmy poddawać się tylko dlatego, że nie zawsze udaje nam się nadążyć za jego tempem. Może nie zabrzmi to zbyt oryginalnie, ale pora wystartować ponownie, zebrać w sobie siły i zatankować motywację do pełna. Takim napędzającym nas do działania paliwem są z pewnością postanowienia noworoczne, które postanowiłem umieścić na swojej jakże cudnej liście.
                            

       

P o s t a n o w i e n i a    N o w o r o c z n e 

  • ✴ Jeszcze bardziej wzmocnię świadomość tego, kim jestem i postaram się w dalszym ciągu rozwijać pewność siebie. [V]
  • ✴ W tym roku zjawię się na którymkolwiek z warszawskich konwentów. Celuję w Animatsuri. [X]
  • ✴ Zadbam o swoje zdrowie poprzez zmianę szkodliwych nawyków żywieniowych. Nie mówię tutaj o jakiejś wielkiej diecie i tak dalej, ale przynajmniej zrezygnuję z używania tony przypraw i ograniczę dania na szybko (a więc zupki chińskie, które wcinam non-stop). [X]
  • ✴ Zacznę w miarę regularnie zjawiać się w szkole, by nie narobić sobie problemów. [V]
  • ✴ Zmierzę się z >tym wyzwaniem czytelniczym<. [X]
   Wypadałoby zakończyć tę litanię czymś sensownym. 

Chciałbym życzyć Wam porządnego zastrzyku energii i ogólnej siły wewnętrznej oraz tego, byście spożytkowali te dobrodziejstwa w rozważny sposób. Rozwijajcie się we wszystkich płaszczyznach i spędźcie te dwanaście miesięcy w możliwie najbardziej pozytywny sposób. Pamiętajcie o swej wartości i nie pozwólcie na to, by ktokolwiek Wami manipulował. Szanujcie siebie, innych i świat, w którym pozwolono Wam trwać. 


Życzę powodzenia, najzwyczajniej w świecie.


fajerwerki w pretensjonalnej jakości

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz